




ROZDZIAŁ 2 - LATO
Zapraszam na kolejne spotkanie z Batsonem. Spotkanie tym bardziej przyjemne bo letnie, a za oknem właśnie 2 stopnie poniżej zera i pada śnieg.
Letnie łowy to przede wszystkim poniemiecka Odra i ''ordnung'' tam zrobiony. Kilometrowe marsze i ostroga z ostrogą działają na mnie jak narkotyk i jeszcze ten zapach rozgrzanych pokrzyw... Lekki Batson pozwala na długie wyprawy i setki oddanych rzutów. Przełom czerwca i lipca to pogoń za dobrze odpasionym boleniem, chimerycznym okoniem, który, jak już bierze na Odrze to miarowy i kleniem, który po tarle nabrał juz sił.
Boleniowe manewry to smukłe woblerki i małe wahadełka. Często do takich przynęt startują klenie. W tym roku używałem cieńkiej plecionki ,mimo obaw Batson sprawdzał mi się z tym zestawem znakomicie. Kleń - mało widzialny na przelewach - dawał się skusić na wobki typu DR , a branie 40-saka z trzymetrowej dziury wymytej w podstawie opaski to sól batsonowskiego łowienia.
Okonie zajmowały moją uwagę tylko wtedy, kiedy bolki odpoczywały, a klatka wymagała ''sandaczowego'' opukania gumką. Batson najlepiej gra z przynętami ok 5-6cm długości i z obciążeniem w przedziale 4-8 gram. Często z kamieni pod nogami strzelał do powracającej z głębin gumki szczupaczek. Na krótkim dyszlu Batson robił całą robotę i dawał czas na odpuszczenie hamulca,gdy zbój miał więcej jak 50cm.
Klenie na standardowe przynęty nie reagowały, ale miło zaskakiwały gdy doganiały 7cm expresowego wobka i prawie pod nogami go zżerały. Batson potwierdza swoje przeznaczenie, mimo plecionki na kołowrotku nie spadł mi żaden kleń.
Wracam pod koniec lipca na Wartę. Trochę po macoszemu traktowana rzeka, nie pozwala dobrać się do swoich skarbów. Tu nie działa schemat ''regulacyjny'' z nad Odry. Jednak coś tam udaje się chwycić. Próbuję wymęczyć szczupaki jednak na 6cm woblery Salmo i Dorado siadają okonie. Te największe mają ponad 30cm i zapewniają wspaniałą zabawę. Batson to idealna wędka na warciane łowiska latem. ''Robię'' też kilka wieczorków. Udaje się skusić bolenie na metaliczne huskie jerki z grzechotką. Ryby nie mają więcej jak 65cm, ale branie na 40cm wodzie jest fantastyczne i na długo zapada w pamięć. Charakterystyczne jest, że nocny boleń nie robi odjazdu, lecz zachowuje się jak troć - chlapiąc i młynkując w miejscu brania. Dopiero po tym walczy bardziej ''boleniowo''. Wędka ''dba'' o te nerwowe chwile.
Koniec sierpnia zastaje mnie znów na Odrze. Trzy dni bez boleniowego kopnięcia oznacza, że nadszedł czas ''profesorów''. Widać je głównie na łachach w klatce lub na wewnętrznych zakrętach. Na przelewach cisza. Niżówka pozwala podejrzeć który przelew i napływ jest naprawdę głęboki. Na takim właśnie przelewie narodzi się piękna historia. Wysoka i stroma ostroga nie pozwala bez hałasu dotrzeć na kamienie przy wodzie. Postanawiam oddać rzut z góry na przelew tym bardziej, że zasłanie mnie mandżur. Wobler szybuje w stronę środka rzeki powyżej ostrogi, dotyka wody. Pędem! Przynęta przecina środek przelewu w idealnym miejscu 0,5 m pod wodą i ok 1,5m nad dnem. Wobek wychodzi na stojącą wodę,a tuż za nim wielkie rybsko. Pozycja, w jakiej jestem ja i słońce, plus polaroidy na nosie i mogę podziwiać jak ''żywią'' się bolenie.
Nie zdaję sobie jeszcze sprawy z wielkości bolenia i zaraz po tym jak ze środka rzeki wraca do klatki, jedną ręką holuję,a drugą pstrykam foty, żeby pokazać chłopakom z Art-Rod'u jak się Batson gnie.
Kiedy próbuję podebrać rybę dopiero widzę, że to życiówka. 83cm. Jeszcze fotka i srebrna torpeda odpływa.
Dwa dni później łowię na ''nizinnej'' Odrze w okolicach Chobieni. Na wobka - boleniowego Gracka - udaje mi się przechytrzyć bolka 74cm.
To chyba idealne zestawienie - Batson z cieniutką plecionką i boleniowy 4,5 gramowy ''papierosek'' Gracjana. 40 metrowy rzut to normalka. Tak na marginesie dodam, że wszystkie letnie bolenie złowiłem mając założoną wolframkę do 5kg i długą na 30cm. Zdarza się bowiem na Odrze, że kiedy nie ma na przelewie kleni, może mieszkać tam kaczy. No właśnie, szczupaki łowione Batsonem... Ale to już temat na kolejny odcinek... CDN.
MARCIN NOWIK